Witam wszystkich po tak długiej nieobecności, ale jako że nie miałam większej ochoty na czytanie książek, a w moim przypadku jest to bardzo, ale to bardzo dziwne. Trochę odeszłam od naszej "normalnej" tematyki. Zaczęłam czytać książkę, która ogromnie mnie wzruszyła i wręcz zmusiła do łez.
"Jeśli zostanę" to pełna refleksji powieść o życiu, jego przeciwnościach i śmierci. Jak na razie opis może nie zachęca, ale naprawdę polecam.
Mia, to pełna życia wiolonczelistka, która ma szansę dostać się na sławetny Juliard. Jej chłopak, także jest muzykiem, gra na gitarze w punkowym zespole. Czy to zwykła historia nastoletniej miłości? Nie wydaje mi się. Moim odczuciem jest to, że ich miłość to nie typowa sielanka nastolatków i gdy tylko wydarzy się coś złego, oni już nie będą razem. Ale wracając do książki, w ich rodzinnym mieście zaczął padać śnieg, więc wszyscy dostali wolne z tego powodu, po pewnym czasie stwierdzili, że pojadą odwiedzić znajomych, a później rodziców ojca Mii. Niestety w czasie tej podróży dochodzi do wypadku. Rodzice dziewczyny giną na miejscu, a ona wraz z młodszym bratem są w stanie krytycznym. Wtedy zauważa coś dziwnego. Nie patrzy ona na to wydarzenie swoimi oczami, widzi swoje ciało, nie znajduje się w nim. Tkwi tak jakby w stanie zawieszenia, nie umiem inaczej tego nazwać. Ląduje w szpitalu, od razu kładą ją na stół operacyjny. Wszystko jak na razie jest dobrze, ale dalej nie wiadomo czy przeżyje. W tym czasie cała rodzina Mii, gromadzi się w szpitalu i czeka. Wiolonczelistka na wszystko patrzy z "tamtej" strony. Po jakimś czasie dowiaduje się, że jej malutki braciszek umiera. Jest zdecydowana zrobić to samo, ale coś ją powstrzymuje. Dowiecie się co, jak przeczytacie moją kochaną opowieść.
Jestem w stanie dać wam jeden fragment, który mnie wzruszył jak nic innego. Prawdopodobnie dlatego, że sama mam bardzo bliskie stosunki ze swoim dziadkiem.
"Dziadek nie wyciera twarzy, nie wydmuchuje nosa. Pozwala płynąć łzom, gdzie chcą. A kiedy studnia rozpaczy wysycha, podchodzi i całuje mnie w czoło.
Wygląda jakby zamierzał odejść, ale potem nachyla się nad łóżkiem, przekręca twarz, tak by znalazła się na poziome mojego ucha i szepcze.
- To w porządku - mówi - jeśli zechcesz odejść. Wszyscy pragną byś została. Ja też tego chcę, bardziej niż cokolwiek w życiu. - głos załamuje mu się z emocji. Urywa, odkasłuje, nabiera oddechu i mówi dalej. - Ale to moje życzenie i możesz się ze mną nie zgadzać. Więc chciałem powiedzieć, że zrozumiem, jeżeli odejdziesz. To w porządku jeśli musisz nas opuścisz. To w porządku jeśli chcesz przestać walczyć."
Dziękuję,
Zapłakany Pattison

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz